Mystical world

Nie inwestuj w mnożenie bogactwa....inwestuj w samo życie...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wpisy obserwowanych

Wczoraj oddałam do laboratorium kupkę i siuśki.
Znalazłam tez blisko pracy przychodnię z lekarzem rodzinnym. Byłam, wypełniłam deklarację i moge iśc do lekarza na NFZ. Mam wizyte na 29-go bo chce juz iśc z wynikami.
Musze sie wziąc za siebie w obliczu zmian jakie szykują sie w moim zyciu. Mam nadzieje, że wyjdzie u neurologa, że to tylko stres a nie nic poważniejszego.
Ostatnio w pracy poryczałam się z bezsilności. Sprzet nawala, ogrom pracy, przerasta mnie to powoli.
I ci ludzie - wszyscy i wszystko na już....a jestem przeciez tylko człowiekiem.
Dobrze, że Mój mnie wspiera, daje mi siłe, bo (choc to byłoby kompletnie do mnie niepodobne) chyba bym sie poddała.....
Tagi: ...
24.05.2012 o godz. 14:49
Niektórym "wpisom pod wpisami" ciężko stawić czoła, szczególnie gdy dotykają rzeczy tak prostych, tak oczywistych, że aż w mózgu drąży się dziurka długości przeprostowanego drutu miedzianego o zaostrzonej nieco końcówce nie pozwalającej na wolność.

Mafinko, Kobieto, internetowy Przyjacielu... uwierz, wieź za pewnik, przekonaj się, że Ja, ta Wariatka od przekładania smutków na grymaśnie słowa, umiem się cieszyć z życia i dziękuję za każdy kolejny dzień. Kiedy już słów nie starcza, kiedy łez jest tak wiele, że zatykają możliwość wolnego przepływu powietrza w zaciśniętej krtani, kiedy wykorzystało się już wszystkie środki wyrazu od krzyku po szept, jedyne co pozostaje to właśnie DZIĘKCZYNIENIE. Może brzmi nie czasowo i zbyt górnolotnie, ale owo dziękczynienie jest materią, podmiotem i jednocześnie przedmiotem dla którego żyję i czerpię czasem z tego przeżywania niejaką przyjemność. Radość ma kolor zielony, rozkwita w każdym wiosennym kwiatku, drzewie, krzaczku, ćwierka tysiącami ptasich treli, szumi soczystym lasem i koi falami letniego powiewu. Radość jest tak namacalna że aż czasem trudno poradzić sobie z codziennością. Spoglądam na tych którym czucie odebrano, z pod powiek pełnych obłędu po trzeciej z rzędu nieprzespanej nocy i czuję nagle jak rozwija się we mnie bicie serca, tak mocne i tak dobre, że oddech staje się głębszy i wolniejszy.

Owszem to Smutek jest mi największym Przyjacielem i największym Wrogiem. Te słowa dwa z wielkich liter pisane, bo znaczą wiele. Smutek mówi mi najwięcej o świecie, smutek nie pozwala zapomnieć o tych co "po tamtej stronie lady", chorych, cierpiących, zdradzonych, niekochanych. Zwykle przychodzą razem, znienacka, nie zaproszeni wcale. Trzymają się za rękę z Panią Samotnością, czasem odwiedzają mnie w tłumie anonimowych X-ów i Y-ów gdzieś na ruchliwym skrzyżowaniu. On podchodzi zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć jak bardzo jest mi bliska. Jednak dzięki temu że oboje nawiedzają mnie tak często, moje zmysły uodporniły się już nieco i zrobią wszystko, żeby wyczuć, wypatrzeć, wysłyszeć każdy szmer najmniejszego listka, każdy rodzący się najmniejszy pączek, każdy promień cieplejszy, każde ciepłe słowo, dobry gest, każdą sekundę wspólnego bycia i bicia pulsem we wspólnym krwiobiegu. Tylko że ktoś to kiedyś tak ustawił że nic wiecznym nie jest, chociaż żal, chociaż chciałoby się, choć nie powinno było się kończyć, to znów nadchodzi On zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć... żeby móc dostrzec piękno.
Tagi: bibrzenie...
20.05.2012 o godz. 20:14

5 przykazanie. nie zabijaj.

jeśli zabijesz człowieka, odbierzesz mu życie, spotka Cię kara, ludzką ręką wymierzona - pozbawienie wolności na okres lat wielu.
a kiedy ktoś odbiera nam życie pozwalając nam żyć fizycznie... omamia nas, osacza, nęka, dręczy, poniża, gwałci, bije, śledzi, monitoruje, nagrywa... wykańcza... jaka kara go spotka...? pozbawienie wolności w takich przypadkach jest ułamkiem kary za zabójstwo, bo przecież ofiara żyje... jak żyje...? nie wiem co lepsze...
ból na skutek zadawanej formy śmierci a potem cisza... nie ma nas, ale nie ma też bólu... jest ból rodziny, którego nie odczuwamy, bo nas nie ma... nie ma nic, ale nie ma bólu...
życie w bólu... fizycznym/psychicznym... nadal ból... nadal życie... takie zabijanie 'powoli'... nikt nie widzi... albo nie chce się wtrącać... aż zapada decyzja o odebraniu sobie życia... morderstwo w białych rękawiczkach... idealne. ofiara po śmierci okryta płaszczem choroby psychicznej... i bezkarny morderca.
19.05.2012 o godz. 23:48
Zmęczona jestem.
W pracy już porządny zapieprz, sezon się rozkręca, coraz więcej ludzi i pracy.
I kasy, choć na razie wyszłam na prostą z zaległościami. Teraz mam nadzieję w końcu cosik odłożyć. W perspektywie wydarzeń jakie przede mną - to niezbędna niezbędność hehe

Wiem, że muszę znaleźć czas i motywację i iść do lekarza. Potrzebuję skierowania do (chyba) neurologa. Coś jest nie tak. Drętwieje mi lewa strona ciała, czasem do tego stopnia, że nie czuję ręki i palców, a nawet wykrzywia mi mięśnie twarzy. Na razie to dość rzadkie wypadki, ale coraz częściej mam mroczki w lewym oku i zaburzenia widzenia. Jak to ja - na razie olewam, wychodzę z założenia - "przejdzie", ale gdzieś tam w środku wiem, że dupa a nie przejdzie...
Czuje sie jakbym nadal była młodziutka i wieczna, jakby nie docierało do mnie, że mój organizm, katowany przez lata, starzeje się i musi się w końcu zbuntować.
A mam jeszcze tyle do zrobienia....tyle do zaoferowania sobie i innym. Chcę być jeszcze kiedyś matką...


Tagi: ...
18.05.2012 o godz. 08:28

Kolejne chwile w swoim towarzystwie, pozostawiają we mnie odgniecenia i nierówności. Widzę jak twarz nie płonie już żadnym z kolorów, a zionie tylko delikatną bielą sufitu. Może to od wpatrywania się uporczywego na lot zakończony tuż przy krawędzi żyrandola.

Światło zresztą nie pali się już we mnie, przyzwyczajam powieki do mroku, gaszę powoli wzloty słoneczne i wracam do dawnych upodobań.

Ćwiczę siłę zaciśniętych nadgarstków, żeby w momencie gdy nadejdzie potrzeba, pomogły mi się samej jakoś dźwignąć, przynajmniej do pozycji półsiedzącej. Notorycznie i systematycznie podsuszam nadzieje na "współtrwanie", żeby nie pogłębiała przepaści w jaką przychodzi mi patrzeć każdego poranka podczas czynności składania myśli pierwszych w składną kosteczkę. Tłumaczę bliskich logicznymi wywodami nieobecności, zatracenia, zapomnienia. Uczę się oddychać bez spalania, żeby nie zależeć.

Dom mój stał się zapakowanym w kuszący papierek lukrecjowym cukierkiem, na który leci ślinka dopóki go nie odpakujesz.

Jednak nie wygłaszam światu kazań, nie prawie morałów, bo jak ktoś taki jak jak ja, skulony gdzieś pod podeszwą rzeczy małych, mógłby porwać się na taką indywidualność. Próbuję dawać radę, uśmiechać się, pisać i być... próbuje tak jakoś.
Tagi: bibrzenie...
15.05.2012 o godz. 22:35
Jeszcze żyję.....
ale reszta, cóż....szkoda pisać
Tagi: ja
14.05.2012 o godz. 18:38

.rodzina.
standardowa definicja rodziny jest dla mnie ostro przereklamowana. to, że rodzimy się ze związku dwojga ludzi, choćby trwał tylko czas współżycia które zakończyło się poczęciem, dla mnie nie jest równoznaczne z posiadaniem rodziny. biologicznych rodziców mamy, ale poza materiałem genetycznym, z którego powstaliśmy istnieje zawartość emocjonalna naszych głów, która to właśnie stanowi o naszym charakterze, odczuciach serca i postrzeganiu świata, a tą właśnie tworzą nie tylko nasi biologiczni rodzice, ale każdy człowiek, który choć przez moment przewinął się w naszym życiu. ludzie mijają nas, poznają, zapominają... w każdym życiu przewija się wiele osób... ale niektóre z nich zostają, trwają z nami, idą wspólną drogą, długą drogą, czasem całe życie... z niektórymi z nich możemy nie mieć stałego kontaktu, ale wiemy, że są. wiemy, że zawsze będą nie zależnie od wszystkiego. tych ludzi nazywamy przyjaciółmi. nie są z nami z powodu więzów krwi czy jakiejkolwiek czystej zależności, tylko z zupełnie własnej nieprzymuszonej woli, zawsze wspierając. mogą być nimi rodzice, może być rodzeństwo, choć bywa różnie...
tacy ludzi są dla mnie rodziną... taką rodziną serca. ich cenię najbardziej i ich wszystkich kocham.
13.05.2012 o godz. 16:46

nie rozumiem. brak zrozumienia dla pewnych działań będzie mi towarzyszył już chyba do końca życia. jak można tak bardzo kłamać? niszczyć wszystko co nie poddało się podporządkowaniu? czy to jest wiodącym nurtem tego świata? walczyć dla samego faktu walki pod flagą dobra innych... nie rozumiem i nie zrozumiem.
i nigdy nie zrozumiem dlaczego ojciec chce odebrać dziecko matce tylko po to, żeby się na niej zemścić.
Tagi: ...
12.05.2012 o godz. 01:45

chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać pomysłowość ludzka... PODZIWIAM! wręcz osoby, które potrafią kłamać prosto w oczy z przekonaniem swojego triumfu... najgorsze, że nadal w bardzo głupi sposób próbuję zrozumieć co kieruje takimi ludźmi... tego nie da się zrozumieć... cóż... jako zło całego świata w jednej mojej osobie, nie pozostaje mi nic innego jak iść do przodu i czekać... czekać aż rozwiane zostaną kłamstwa, bo prędzej czy później to nastąpi.
czekam więc...
08.05.2012 o godz. 23:08

A tak poza tym od ponad tygodnia mam 36 wiosen.
Hm...urodziłam sie w dniu, w którym Hitler walnął sobie w łeb hehe
Tagi: ...
08.05.2012 o godz. 10:16

Miasto całe w żurawiach (bynajmniej nie tych furgających) i biało-czerwone.... od bramek i słupków ograniczajacąch. Wszystko rozkopane, rozwalone, a i tak, chocby się zajechali, przed euro nie skończą - wizytówka na Europe że ja pierdolę.
Zdreszta wali mnie to. Ja się odcinam od całej tej pieprzonej karuzeli, bo gdzie się nie obejrze to to zasrane euro. I jeszcze jedno co mnie denerwuje...vab Basten, Figo, Chuck Norris, Metallica i ci wszyscy inni ... emeryci, gwiazdy upadłe, którym na zachodzie juz nie płacą, bo za starzy i przebrzmiali.
Gdzie po kasę? Do Polski!!!
A my jak te matoły....płacimy. Nie wiem, może jestem wredota, ale wkurwia mnie, że traktuje sie nas (zreszta sami pozwalamy sie tak traktować) jak takie napalone pierdoły, które podniecaja się tym co gdzie indziej jest już zapomnianą legendą.... Zreszta nieważne - w tym kraju wszystko jest na opak.
W domciu wiosna.
Czuje się szczesliwa. Od wielu tygodni mam spokój.
I kocham
Kocham tak mocno, że niemal boli.
I co do wielu spraw mam juz totalną pewność.
Wiele to zmieni. Wierzę, że na lepsze, choć....czuje się tak dobrze, że "lepiej" wydaje sie niemal niemozliwe...
Tagi: ...
08.05.2012 o godz. 10:14
Uciekłam... biegłam przed siebie na złamanie nóg krętą drogą wątpliwości i pytań nie wypowiedzianych bo nie ma ich komu zadać, bo nie znalazł się na nie żaden mądry, żaden odważny, żaden na tyle prosty człowiek-nie-człowiek, może żaden anioł, bo ich tu nie ma, nie mieszkają na stałe. Zdarza im się tylko spadać znienacka gruchocząc sobie skrzydła o ziemię i dusze o nasze niedokończone spazmy i łzy. Zdarza im się pojawiać ale tylko po to żeby zniknąć równie nieoczekiwanie gdzieś w oparach nierzeczywistości.

Uciekłam... nie obejrzawszy się, chociaż wołali przekonywująco, przepraszali za nie swoje winy, nienapastliwie oferowali się z pomocą bycia w pobliżu. Oddychanie w trwodze wspólnym świeżym powietrzem jest stanem wręcz intymnym, nie do podzielenia się z obcymi, nawet najbardziej przyjaznymi z ludzi. Wspólne oddychanie wychodzi tylko nielicznym a jeszcze mniejszej ilości na przemienny wdech i wydech, żeby współistnieć, nie szkodząc.

Uciekłam... mimo że we mnie jeszcze hejnalista południową trąbką zawodził na cztery strony świata. Pod powiekami zamknęłam kolory, w głowie dźwięki rynkowego gwaru i ciepło krakowskiego słońca. Jednak żaden z tych używanych ostatkiem sił zmysłów nie przygotował mnie na pozostanie w miejscu i cichą zgodę na zastane.

Uciekłam... jak to się mawia z deszczu pod rynnę, prosto w cudze ramiona. Ramiona obce, grzejące tylko ciepłem sztucznych nadziei, podsycanym echem "gdzieś-coś-kiedyś", opadające tam gdzie droga ostro zawraca i stoi kierunkowskaz "proszę, pomilczmy!". W ramiona co nie leczą, chociaż dają chwilowe zapomnienie i odpoczynek dla zmysłów i głupią wiarę, że po przebudzeniu będzie inaczej, że Samotność Wielka Królowa Nocy w następny majowy wieczór nie postawi półlitrówki samogonu na moim progu.

Uciekłam... i chcę przykryć się kołdrą po same uszy i udać że mnie tu nie ma, w razie jakby życie zechciało urządzić sobie straszenie.
Tagi: bibrzenie...
06.05.2012 o godz. 22:58

jakiś czas temu usłyszałam pytanie: "czy czujesz się samotna?"
mam maleństwo... jest przy mnie 'mój wymarzony'... mam rodziców, rodzeństwo, przyjaciół... ludzie mnie wspierają i pomagają mi jak mogą...
czy czuję się samotna? tak...
jakby mój świat nie miał żadnego przebicia do świata zewnętrznego... jakby ludzie mnie słyszeli, ale mnie nie słuchali... jakby wspierali mnie nie wiedząc tak na prawdę co jest mi potrzebne albo tak 'z klucza' jak każdemu...
czasem czuję jakby ludzie mi nie ufali, nie w sensie, że ja ich zawiodę, ale jakby dawali mi do zrozumienia, że nie poradzę sobie z własnym życiem jeśli nie będą mnie pilnować... wielokrotnie te same pytania, kolejne upominania, poganianie... i złość. złość kiedy próbuję zakomunikować, że nie mają powodu... a to podobno moje życie...
nie mają siły na nic... są wiecznie zestresowani, przemęczeni, nie ogarnięci... mają prawo do złości, odreagowania, wszelkich emocji... a ja? stateczna...? mam być stateczna... spokojna... opanowana... zawsze adekwatna do sytuacji...
i jak przychodzi moment kiedy potrzebuję prawdziwego wsparcia... ramienia, w które się wybeczę...
czy czuję się samotna? tak...
nie mam na to siły...
06.05.2012 o godz. 16:49

problem.
we wszystkim problem. inni widzą problem a ja powinnam ustąpić dla 'świętego spokoju'... ciekawe... jak chcą żebym walczyła a ja tego nie robię - jest problem... jeśli nie ustąpię - jest problem... jeśli chcę przeczekać - jest problem...
i o dziwo skupia się to na mnie a nie na osobach, które ten problem tworzą lub widzą... a wspomniany problem przecież dotyczy mojego życia... skoro ja go nie mam, to dlaczego mają go inni... mają go w moim życiu... nie rozumiem tego... wszędzie są problemy, wszystko jest swoistym problemem mniejszym bądź większym, ale czemu jeszcze wynajdywać problemy innym lub przejmować się osobowo czyimiś problemami...
skoro mam się za przeproszeniem wysrać też jest to swoisty problem, zwłaszcza jeśli jest nie odpowiednia pora czy miejsce, ale jeśli ktoś ma robić problem z tego, że to ja nie mam gdzie załatwić swojej potrzeby fizjologicznej i jeszcze naskoczyć na mnie, że nie zrobiłam tego wcześniej to ja na prawdę bardzo podziękuję.
06.05.2012 o godz. 13:57
A tak wpadam na sekund pięć. Co u mnie? Bez zmian. Cały czas mam pod górkę, co raz więcej na głowie, coraz to więcej lekarzy...długo by tu pisać. W domu też nie lepiej. Z ojcem dziecka - w tej kwestii to już brak słów to mało powiedziane. Sporo bym tu musiała pisać ale mnie mam sił i weny.
Finansowo bez zmian. Auto mi się sypie - więc szukam innego.
Ja raz mam dołka raz nie. W pracy różnie. Moje życie osobiste bez zmian. W takich warunkach można zapomnieć o życiu osobistym.
Na majówce coś tam trochu odpoczęłam i nie odpoczęłam. Bynajmniej czas z dzieckiem spędziłam. W końcu jestem rodzicem więc skończyło się rumakowanie, a że ma autyzm nie zawsze wchodzę tam gdzie tłum. Moja to krew i pomimo choroby kocham go nad życie.
W domu bez zmian, z mamą różnie, lecz nie idzie ku lepszemu, ale pogodziłam się z tym, sama świata nie zawojuje.
Ogólnie nie mam co narzekać. Wiadomo mogłoby być lepiej, lepsze warunki, lepsza płaca, chłopak, miłość i takie tam...ale cóż nie wszystko można mieć. moja kumpela z klatki obok to mnie rozumie i wie, że w takich warunkach co ja mieszkam to i tak się dziwi, że funkcjonuje racjonalnie, działam i śmieje się pomimo problemów i wie, że w moim przypadku nie ma szans na życie towarzyskie. nawet jakbym miała się gdzieś wybierać nie miałabym z kim. Z resztą to mnie nie kręci. A jak mam spotkać księcia to spotkam go choćby w sklepie, na drodze, na zakręcie :)..i modle się że ten na górze da mia taką niespodziankę...tego jedynego....
dobra zmykam dalej :)..
pozdro moi mili
Tagi: ja
05.05.2012 o godz. 18:17

nadzieja to dziwna sprawa... wiele razy ja wyklinamy, wypieramy się jej, odrzucamy od siebie... a jednak kiedy chcemy, żeby było dobrze nadzieja jest pierwszym uczuciem, które nam towarzyszy... i mimo różnych sytuacji właśnie w tym pierwszym momencie czujemy się najlepiej... trzyma nas... jakby dawała nam życie wbrew przeciwnościom... a później znowu ją wyklinamy, jakby nie pamiętając ile dla nas zrobiła... i znowu jej nie chcemy, a ona znowu przychodzi... i znowu daje chwilę odpocząć... i tak w kółko...
04.05.2012 o godz. 23:53

łatwo jest przybrać maskę?
zależy jaką...
w sieci łatwiej. paradoks internetu polega na tym, że jeśli podajemy prawdziwe imię i jesteśmy rozpoznawalni, łatwiej jest nam ubrać twarz w uśmiech a duszę w siłę. kiedy możemy być spokojnie ukryci pod dowolnym loginem, nadając sobie nową osobowość jesteśmy prawdziwi...
.prawdziwi - nieprawdziwi.
.nieprawdziwi - prawdziwi.
śmieszne... żałosne... a jednak tak powszechne...
ja też...
tak na prawdę po co się odkrywać...? aż tak obnażać... czy ktoś to doceni...? raczej wyśmieje albo będzie 'w temacie' na bieżąco ze zwykłej ciekawości...
.gmeranie w duszy z nieświadomością zadawanego bólu.
nie warto. ludzie nie lubią być prawdziwi. ludzie nie chcą ludzi prawdziwych. królestwo plastiku i sztuczności.
.ja.chcę być prawdziwa.
chcę bardzo. nie myśląc o tym co na to inni. tak bardzo chcę wylać to jaka jestem nie wstydząc się tego. ludzie nie są na to gotowi. a i teraz jeszcze ja nie jestem...
.kokon - ciąg dalszy.
03.05.2012 o godz. 14:37

.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
cała się trzęsę w środku. na zewnątrz nie mogę, ale serce bije jak opętane. uśmiecham się i idę przed siebie... ale nogi mi drżą... jestem nieufna, ale nie czuję teraz braku zaufania... czuję strach... nie wiem czego dotyczy... po prostu czuję...
wyjaśni się prędzej czy później, ale czas działa na moją niekorzyść... ten strach mnie pożera a ja nie mogę na to pozwolić... ale pozwalam... po raz kolejny... walczę, ale biernie... nic nie mogę zrobić więcej... trwam w tym... niech coś się szybko stanie... niech cokolwiek się okaże...
.nie wiem.
.nie wiem.
.nie wiem.
zmęczona... znowu jestem zmęczona...
Tagi: źle
03.05.2012 o godz. 13:06
Mystic
Mystical world
Skąd: Kielce
O mnie: Cały czas sie uczę, przede wszystkim siebie. Na pewno jestem wrażliwa na piękno i sztukę, uwielbiam odkrywać nowe style muzyczne i bawić sie trendami w modzie. Wszystko co dziwne, ciekawe, nowe, świeże budzi moją wyobraźnię. Lubie o sobie myśleć, ze jestem znawczynią piękna , a co najważniejsze umiem słuchać ludzi. Jestem zbieraczem.... a mimo wszystko umiem tworzyć.
statystyki
sekcja użytkownika
Mystical World

Wypromuj również swoją stronę