Życie jest zbyt krótkie...
...to stary cytat, który powtarza się beznamiętnie i odruchowo. Martwisz się, wiec każdy ci powie, ze życie jest krótkie i trzeba z niego korzystać. Łatwo powiedzieć, ale kiedy nie potrafisz wsiąść się w garść i z trudem przychodzi Ci dosłownie wszystko, te słowa traktujesz jako wytarty slogan...
Przyznam szczerze, miałam wielki dołek i było mi po prostu wstyd - bo ja wielka bojowniczka o optymizm i wiarę w siebie, poległam pod ciężarem codziennych obowiązków i tak naprawdę nie wiedziałam co mam robić dalej...
Najłatwiej wtedy złorzeczyć, najlepiej na wszystko, na cały świat : to przez nią, przez niego, przez nich, bo los nie jest łaskawy, bo zdrowie kiepskie, bo to nie dla mnie. Jak łatwo wtedy pomyśleć : jestem nieszczęśliwa i zamknąć się w czarnej dziurze swoich zmartwień.... Szczególnie jak się jest zmęczonym tymi samymi obowiązkami i dzień w dzień nie widzi się poprawy swojego bytu...
Wtedy najlepiej obejrzeć programy typu "Interwencja", "Uwaga", "Rozmowy w Toku", albo obejrzeć odcinek
"Mody na sukces" - tam to dopiero są problemy... Nabrać troszkę pokory i wdzięczności nawet do tych najmniejszych promyków w naszym życiu. Uwierzcie mi jak zaczniecie skupiać się na tych małych źródłach ciepła, one rozbiją ten mrok, może i mozolnie i nie od razu, ale cierpliwością naprawdę można osiągnąć wiele.
Najgorsze co można robić to porównywać się do innych, skupiać się na tym co ktoś ma a ja nie, traci się wtedy wielkie pokłady energii, które można wykorzystać na siebie. Zamiast biadolić, ze nie mam czasu na zwiedzanie wystaw, wystarczy po prostu wyszukać wystawę w internecie. Zawsze jest jakąś alternatywa.
Po urodzeniu Weroniki, w ferworze codziennych zajęć poczułam jakąś dojmującą pustkę. Mój świat kompletnie się zmienił i przyznam nie mogę sie do tej pory w nim odnaleźć - to dopiero 4 miesiące, wiec mam jeszcze czas, ale jako wyznawczyni walki o siebie, poczułam żal i rozgoryczenie. Na szczęście to sie zmieniło, jak wróciłam do starych pasji, zaczęłam blogować i fotografować. Mała tak naprawdę zmusiła mnie do mobilizacji. Odkryłam na nowo znaczenie słowa "miłość- miłość bezgraniczna" - bo dla Weroniki jestem gotowa na wszystko.
Czasem wydaje mi się, ze to dla niej chce być spełniona, świadomą siebie kobietą. Chce jej dać przykład - że można być dobrą żoną, kochana mamą i spełniać sie oddając sie pracy i pasjom. To jej chce pokazać siłę połączoną z kobiecością, pewność siebie która przenosi góry i to, ze warto walczyć o siebie i swoje marzenia, nie poddawać się gdy ma sie kryzys, a wręcz czerpać z niego.
Czy uda mi się to? nie wiem, ale spróbuje...najważniejsze to wziąśc odpowiedzialność za swoje życie i cieszyć się każdym dniem...bo życie jest zbyt krótkie...
Przyznam szczerze, miałam wielki dołek i było mi po prostu wstyd - bo ja wielka bojowniczka o optymizm i wiarę w siebie, poległam pod ciężarem codziennych obowiązków i tak naprawdę nie wiedziałam co mam robić dalej...
Najłatwiej wtedy złorzeczyć, najlepiej na wszystko, na cały świat : to przez nią, przez niego, przez nich, bo los nie jest łaskawy, bo zdrowie kiepskie, bo to nie dla mnie. Jak łatwo wtedy pomyśleć : jestem nieszczęśliwa i zamknąć się w czarnej dziurze swoich zmartwień.... Szczególnie jak się jest zmęczonym tymi samymi obowiązkami i dzień w dzień nie widzi się poprawy swojego bytu...
Wtedy najlepiej obejrzeć programy typu "Interwencja", "Uwaga", "Rozmowy w Toku", albo obejrzeć odcinek
"Mody na sukces" - tam to dopiero są problemy... Nabrać troszkę pokory i wdzięczności nawet do tych najmniejszych promyków w naszym życiu. Uwierzcie mi jak zaczniecie skupiać się na tych małych źródłach ciepła, one rozbiją ten mrok, może i mozolnie i nie od razu, ale cierpliwością naprawdę można osiągnąć wiele.
Najgorsze co można robić to porównywać się do innych, skupiać się na tym co ktoś ma a ja nie, traci się wtedy wielkie pokłady energii, które można wykorzystać na siebie. Zamiast biadolić, ze nie mam czasu na zwiedzanie wystaw, wystarczy po prostu wyszukać wystawę w internecie. Zawsze jest jakąś alternatywa.
Po urodzeniu Weroniki, w ferworze codziennych zajęć poczułam jakąś dojmującą pustkę. Mój świat kompletnie się zmienił i przyznam nie mogę sie do tej pory w nim odnaleźć - to dopiero 4 miesiące, wiec mam jeszcze czas, ale jako wyznawczyni walki o siebie, poczułam żal i rozgoryczenie. Na szczęście to sie zmieniło, jak wróciłam do starych pasji, zaczęłam blogować i fotografować. Mała tak naprawdę zmusiła mnie do mobilizacji. Odkryłam na nowo znaczenie słowa "miłość- miłość bezgraniczna" - bo dla Weroniki jestem gotowa na wszystko.
Czasem wydaje mi się, ze to dla niej chce być spełniona, świadomą siebie kobietą. Chce jej dać przykład - że można być dobrą żoną, kochana mamą i spełniać sie oddając sie pracy i pasjom. To jej chce pokazać siłę połączoną z kobiecością, pewność siebie która przenosi góry i to, ze warto walczyć o siebie i swoje marzenia, nie poddawać się gdy ma sie kryzys, a wręcz czerpać z niego.
Czy uda mi się to? nie wiem, ale spróbuje...najważniejsze to wziąśc odpowiedzialność za swoje życie i cieszyć się każdym dniem...bo życie jest zbyt krótkie...
14.02.2012 o godz. 20:54
14.02.2012, 21:45
Renata Krzak-Zagnińska napisał(a):
A ja gdzieś słyszałam, że wielką siłą jest okazać słabość. Jesteś wielka. Uwielbiam Cię czytać i oglądać. I bardzo, ale to bardzo Wam kibicuję :)
15.02.2012, 00:05
Kinga Woźniak napisał(a):
Jakie to szczęście mieć tak mądrą przyjaciółkę jak Ty, na której cenne rady zawsze mogę liczyć.
15.02.2012, 12:36
mafaldine
napisał(a):
..nic tylko brać przykład.. buziaki.






