Ostatnio strasznie dziwnie sie czuje - delikatnie podenerwowana, naladowana adrenaliną i strasznie głodna życia. Niby wszystko jest wspaniale, aż momentami głupio mi sie przyznac, ale moje zycie jest wprost bliskie ideałowi...a jednak coś mi wierci dziurę w brzuchu....
... Naczytałam sie psychologicznych książek i teraz mam wrazenie, ze musze przeć do przodu....a z drugiej strony naprawde ciągnie mnie do totalnego lenistwa. Ostatnio wziełam sobie dzien wolny, siedzialam w domu i ogladalam filmy i powiem wam, że mialam wyrzuty sumienia, że leniuchuje a byłam chora!!!....(chociaz napisałam później recenzje)
...Mam taka manię, że tak naprawdę to ja nic treściwego nie robię i nie ma z tego żadnych efektów...tylko moje zadowolenie rośnie....bo lubie to co robię i to powinno wystarczyć, ale nie wystarcza.... Tak naprawdę chciałabym pracowac w magazynie o modzie, duchowości, filmie , stylizowac i robić sesje fotograficzne...chodzić na pokazy mody i kształcić się na przeróznych warsztatach....Uszczęśliwiać ludzi zdjęciami...
Chciałabym miec to już w tym momencie, juz sie realizować...tylko nie wiem co mam w tym kierunku robić...???
Takie rozkminki kobiety zbliżającej sie do trzydziestki - z jednej strony myślenie o powiekszeniu rodziny, z drugiej strony tesknota za karierą - oczywiście wiem, ze da sie to wszystko połączyć - tylko w tym momencie cięzko jest mi na coś się zdecydowac i dopóki nie podejmę jakiejś decyzji nie rusze do przodu...
... Naczytałam sie psychologicznych książek i teraz mam wrazenie, ze musze przeć do przodu....a z drugiej strony naprawde ciągnie mnie do totalnego lenistwa. Ostatnio wziełam sobie dzien wolny, siedzialam w domu i ogladalam filmy i powiem wam, że mialam wyrzuty sumienia, że leniuchuje a byłam chora!!!....(chociaz napisałam później recenzje)
...Mam taka manię, że tak naprawdę to ja nic treściwego nie robię i nie ma z tego żadnych efektów...tylko moje zadowolenie rośnie....bo lubie to co robię i to powinno wystarczyć, ale nie wystarcza.... Tak naprawdę chciałabym pracowac w magazynie o modzie, duchowości, filmie , stylizowac i robić sesje fotograficzne...chodzić na pokazy mody i kształcić się na przeróznych warsztatach....Uszczęśliwiać ludzi zdjęciami...
Chciałabym miec to już w tym momencie, juz sie realizować...tylko nie wiem co mam w tym kierunku robić...???
Takie rozkminki kobiety zbliżającej sie do trzydziestki - z jednej strony myślenie o powiekszeniu rodziny, z drugiej strony tesknota za karierą - oczywiście wiem, ze da sie to wszystko połączyć - tylko w tym momencie cięzko jest mi na coś się zdecydowac i dopóki nie podejmę jakiejś decyzji nie rusze do przodu...
Tagi:
ja
moje głupotki
04.08.2010 o godz. 10:22
komentuj (8)
Kochani wszem i wobec chciałam Was serdecznie zaprosić do odwiedzenia mojej nowej strony fotograficznej - TUTAJ
Jestem bardzo podekscytowana, ze mam swoje fotograficzne miejsce w wirtualnym świecie... i czuj, ze strona pobudzi moja motywację i chęć do działania..wiec od dziś będę zamieszczać krótkie notki o zrobionych plenerach i odsyłać was do fotograficznego bloga :)
Jestem bardzo podekscytowana, ze mam swoje fotograficzne miejsce w wirtualnym świecie... i czuj, ze strona pobudzi moja motywację i chęć do działania..wiec od dziś będę zamieszczać krótkie notki o zrobionych plenerach i odsyłać was do fotograficznego bloga :)
Chciałabym bardzo podziękować Danielowi za tak wspaniały prezent - Dziękuje Ci bardzo ;-*
Zainspirowana pewną historia postanowiłam napisać o najgorszej przynajmniej dla mnie sytuacji życiowej. To niemoc ruszenia się z jednego miejsca, chociaż obecna sytuacja ani nas nie cieszy, ani nie rozwija.
Zawsze byłam osobą bardzo aktywną, która nie bała się próbować nowych rzeczy, nie obce mi były wyzwania czy odkrywanie nowych ścieżek. Zawsze uważałam ze odkrywanie nowych obszarów rozwija mnie jako człowieka i poszerza w znacznym stopniu horyzonty myślowe. Dziwiło mnie to, ze ktoś może gotować jeden i ten sam obiad na okrągło, mając w zanadrzu tysiąc innych przepisów – dlatego staram się gotować różne potrawy, a jak gdzieś idę próbuję nowych dzieł sztuki kulinarnej. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć jak ktoś mi mówił, ze się nudzi i chce „zabić czas”, zawsze mam pełno rzeczy do zrobienia i odkrycia, a czasu ciągle mi mało.
„Ciekawość świata” to jedna z moich najlepszych cech i staram się ja rozwijać na co dzień, tak samo jak staram się zobaczyć swoje możliwości i ukryte talenty. Odkryłam w sobie inny talent i pielęgnuje go najlepiej jak umiem – to odkrywanie talentów i potencjału u innych. Jestem jak dekoder- widzę jak ktoś marnuje lub zaprzepaszcza swoje możliwości, widzę jak wspaniałe talenty drzemią w ludziach, jaki ogromny potencjał jest w ludziach i zachwyca mnie to bardzo.
Musze się przyznać – ze moją pasją i hobby oprócz fotografii, mody, filmu – są ludzie. Ich zdolność do opadania i wznoszenia się. Marzyłam o psychologii, ale serce postanowiło zostać w Kielcach. Nadal o niej marze, ale już inaczej, bardziej interesuje mnie rozwój duchowy niż problemy psychologiczne. Ale wracając do tematu, najbardziej lubię filmy w stylu „Od zera do bohatera”, w których bohaterowie zmęczeni życiem, nostalgią bądź poważnymi problemami, za pomocą „mentora” i ciężkiej pracy odkopują cenny skarb – poznają swój potencjał, moc, która prowadzi ich do zwycięstwa….zwycięstwa nad własnymi słabościami, lekami, nawet nad własnym ciałem. Czasem czyjeś wsparcie, dobre słowo, czy jego wiara w nas dodaje skrzydeł…budzimy się do życia, próbujemy… Dlatego moim celem jest dodawanie ludziom skrzydeł, delikatne popchnięcie ku własnemu odkryciu, ku duchowej metamorfozie….
Oczywiście bardzo trudno jest zmotywować osobę, która broni się przed wolnością, często trzeba zaprzestać działań. Nie jesteśmy mędrcami, prorokami by dawać gotowe rady, by ostawać tylko i wyłącznie przy swoim zdaniu, dlatego motywujmy ludzi dobrym słowem, zamiast ich pouczać czy karcić. Jakby każdy z nas motywował swoją rodzinę, znajomych to świat byłby wspanialszym miejscem…dlatego ja zaczynam od siebie…tak jak bohater filmu „Podaj dalej” rozdaje dobre słowa, ale nie dlatego, żeby się podlizać, ale dlatego ze właśnie ta dana osoba na to zasługuje…bo mój dekoder w niej cos wyczuł…..
Zawsze byłam osobą bardzo aktywną, która nie bała się próbować nowych rzeczy, nie obce mi były wyzwania czy odkrywanie nowych ścieżek. Zawsze uważałam ze odkrywanie nowych obszarów rozwija mnie jako człowieka i poszerza w znacznym stopniu horyzonty myślowe. Dziwiło mnie to, ze ktoś może gotować jeden i ten sam obiad na okrągło, mając w zanadrzu tysiąc innych przepisów – dlatego staram się gotować różne potrawy, a jak gdzieś idę próbuję nowych dzieł sztuki kulinarnej. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć jak ktoś mi mówił, ze się nudzi i chce „zabić czas”, zawsze mam pełno rzeczy do zrobienia i odkrycia, a czasu ciągle mi mało.
„Ciekawość świata” to jedna z moich najlepszych cech i staram się ja rozwijać na co dzień, tak samo jak staram się zobaczyć swoje możliwości i ukryte talenty. Odkryłam w sobie inny talent i pielęgnuje go najlepiej jak umiem – to odkrywanie talentów i potencjału u innych. Jestem jak dekoder- widzę jak ktoś marnuje lub zaprzepaszcza swoje możliwości, widzę jak wspaniałe talenty drzemią w ludziach, jaki ogromny potencjał jest w ludziach i zachwyca mnie to bardzo.
Musze się przyznać – ze moją pasją i hobby oprócz fotografii, mody, filmu – są ludzie. Ich zdolność do opadania i wznoszenia się. Marzyłam o psychologii, ale serce postanowiło zostać w Kielcach. Nadal o niej marze, ale już inaczej, bardziej interesuje mnie rozwój duchowy niż problemy psychologiczne. Ale wracając do tematu, najbardziej lubię filmy w stylu „Od zera do bohatera”, w których bohaterowie zmęczeni życiem, nostalgią bądź poważnymi problemami, za pomocą „mentora” i ciężkiej pracy odkopują cenny skarb – poznają swój potencjał, moc, która prowadzi ich do zwycięstwa….zwycięstwa nad własnymi słabościami, lekami, nawet nad własnym ciałem. Czasem czyjeś wsparcie, dobre słowo, czy jego wiara w nas dodaje skrzydeł…budzimy się do życia, próbujemy… Dlatego moim celem jest dodawanie ludziom skrzydeł, delikatne popchnięcie ku własnemu odkryciu, ku duchowej metamorfozie….
Oczywiście bardzo trudno jest zmotywować osobę, która broni się przed wolnością, często trzeba zaprzestać działań. Nie jesteśmy mędrcami, prorokami by dawać gotowe rady, by ostawać tylko i wyłącznie przy swoim zdaniu, dlatego motywujmy ludzi dobrym słowem, zamiast ich pouczać czy karcić. Jakby każdy z nas motywował swoją rodzinę, znajomych to świat byłby wspanialszym miejscem…dlatego ja zaczynam od siebie…tak jak bohater filmu „Podaj dalej” rozdaje dobre słowa, ale nie dlatego, żeby się podlizać, ale dlatego ze właśnie ta dana osoba na to zasługuje…bo mój dekoder w niej cos wyczuł…..
Tagi:
moje głupotki
moje teksty
Zawsze byłam dobrą osobą, gotową pomóc każdemu kto mnie potrzebował. Nigdy nie odrzucałam próśb innych bo sądziłam, że to co daje innym określa mnie jako pełną miłości osobę. Myślałam tak dlatego, bo moja mama zawsze powtarzała mi bym była wrażliwa na innych ludzi, bym okazywała serce potrzebującym, mówiła tak bo sama taka była. Po pewnym czasie bezinteresownego dawania zmęczyłam się i zaczęłam się denerwować. Zaczęłam zaniedbywać swoje sprawy, bo sprawy innych były ważniejsze, ja i moje potrzeby były na szarym końcu. Zaczęłam zastanawiać się czemu te osoby, którym pomagałam, nie maja czasu wysłuchać moich problemów, czemu nie pomagają mi w potrzebie tłumacząc się brakiem czasu. Poczułam się oszukana i sfrustrowana. I wtedy nastąpił we mnie przełom i zrozumiałam co robiłam źle… większość osób pomyśli, że to banalna prawda, ze każdy o tym wie, ale ja musiałam dojść do tego sama, ucząc się na własnych błędach.
Miałam wielką wrażliwość na innych, a zabrakło mi wrażliwości na samą siebie. Zabrakło mi zainteresowania i uwagi do własnych spraw, własnych potrzeb, własnych problemów. Skupiając się na innych oddalałam od siebie własne leki, moje życie miało cel i kierunek skierowany do pomocy innym, a nie było we mnie odpowiedzialności za własne życie. Dodatkowo wpadłam w pułapkę, bo byłam zawsze chętna do pomocy, a w momentach kiedy nie miałam na to ochoty, bądź brakowało mi czasu, obawiałam się ze ktoś może pomyśleć o mnie źle.
Teraz mam inne spojrzenie na siebie i na swoja dobroć i jestem szczęśliwa. Teraz wiem żeby dawać tylko dla samego dawania, nie oczekuje niczego w zamian i nadal jestem pomocna, ale nie zmuszam się do robienia czegoś na co nie mam ochoty.
Więcej czasu spędzam na dawaniu samej sobie, szczególnie takiej uwagi jaka wcześniej wymagałam od innych. Teraz żyje w harmonii pomiędzy dawaniem i braniem.
Nauczyłam się miłości do siebie samej, choć to trudna miłość, bo przyzwyczajona byłam do krytykowania , wymagania, niezadowolenia, porównywania się do innych. Zrozumiałam, że to strata czasu, bo tylko wzmacniając siebie, pracując nad sobą możemy osiągnąć zamierzone cele. Tylko kochając siebie będziemy w stanie zrealizować upragnione marzenia.
Mamy prawo i obowiązek „kochać samego siebie”. Dopóki bowiem nie poczujemy, nie poznamy i nie pokochamy siebie samych, dopóty nie będziemy potrafili poważnie traktować swoich marzeń, wizji i powołań – ani też wspierać samych siebie w dążeniu do ich realizacji.
Nie zazdroszczę innym, nie porównuje się – wykorzystuje pozytywną inspirację do wzrostu. Widząc piękną figurę u innej kobiety, motywuje się i idę na fitness, sukcesy innych zdobyte ciężką praca traktuje jako szanse spełnienia własnych, bo pokazują mi że można wszystko tylko wystarczy się odważyć…Lubię nadal pomagać innym, wspierać ich radami, bo czuje się wtedy pełniejszym i bardziej spełnionym człowiekiem. Nie denerwuje się jak ktoś ma inne poglądy ode mnie, jak ma inne odczucia niż ja, bo wiem, ze jego perspektywa pozwala mi spojrzeć na świat pełniej.
Także miłość w Quescie jest miłością do samego siebie, ale jest uczuciem dobra, którym dzielimy się z innymi – nie tylko najbliższymi ale i całym światem. Jest zrozumieniem, ze każdy z nas zasługuje na szacunek, dobre słowo, uwagę, ze tak naprawdę wszyscy jesteśmy równi. I jeżeli będziemy gotowi otworzyć się na innych , bardzo dużo zyskamy….
Miałam wielką wrażliwość na innych, a zabrakło mi wrażliwości na samą siebie. Zabrakło mi zainteresowania i uwagi do własnych spraw, własnych potrzeb, własnych problemów. Skupiając się na innych oddalałam od siebie własne leki, moje życie miało cel i kierunek skierowany do pomocy innym, a nie było we mnie odpowiedzialności za własne życie. Dodatkowo wpadłam w pułapkę, bo byłam zawsze chętna do pomocy, a w momentach kiedy nie miałam na to ochoty, bądź brakowało mi czasu, obawiałam się ze ktoś może pomyśleć o mnie źle.
Teraz mam inne spojrzenie na siebie i na swoja dobroć i jestem szczęśliwa. Teraz wiem żeby dawać tylko dla samego dawania, nie oczekuje niczego w zamian i nadal jestem pomocna, ale nie zmuszam się do robienia czegoś na co nie mam ochoty.
Więcej czasu spędzam na dawaniu samej sobie, szczególnie takiej uwagi jaka wcześniej wymagałam od innych. Teraz żyje w harmonii pomiędzy dawaniem i braniem.
Nauczyłam się miłości do siebie samej, choć to trudna miłość, bo przyzwyczajona byłam do krytykowania , wymagania, niezadowolenia, porównywania się do innych. Zrozumiałam, że to strata czasu, bo tylko wzmacniając siebie, pracując nad sobą możemy osiągnąć zamierzone cele. Tylko kochając siebie będziemy w stanie zrealizować upragnione marzenia.
Mamy prawo i obowiązek „kochać samego siebie”. Dopóki bowiem nie poczujemy, nie poznamy i nie pokochamy siebie samych, dopóty nie będziemy potrafili poważnie traktować swoich marzeń, wizji i powołań – ani też wspierać samych siebie w dążeniu do ich realizacji.
Nie zazdroszczę innym, nie porównuje się – wykorzystuje pozytywną inspirację do wzrostu. Widząc piękną figurę u innej kobiety, motywuje się i idę na fitness, sukcesy innych zdobyte ciężką praca traktuje jako szanse spełnienia własnych, bo pokazują mi że można wszystko tylko wystarczy się odważyć…Lubię nadal pomagać innym, wspierać ich radami, bo czuje się wtedy pełniejszym i bardziej spełnionym człowiekiem. Nie denerwuje się jak ktoś ma inne poglądy ode mnie, jak ma inne odczucia niż ja, bo wiem, ze jego perspektywa pozwala mi spojrzeć na świat pełniej.
Także miłość w Quescie jest miłością do samego siebie, ale jest uczuciem dobra, którym dzielimy się z innymi – nie tylko najbliższymi ale i całym światem. Jest zrozumieniem, ze każdy z nas zasługuje na szacunek, dobre słowo, uwagę, ze tak naprawdę wszyscy jesteśmy równi. I jeżeli będziemy gotowi otworzyć się na innych , bardzo dużo zyskamy….
Kolejną cnota Questu jest świadomość – o której napisano tysiące książek, którą wyznacza sobie jako cel miliony zagubionych ludzi. Jak dotarłam do tego punktu wyprawy, przestraszyłam się, ponieważ „świadomość samej siebie” kojarzy mi się z ciężkim zadaniem, dzięki któremu osiągamy upragniony spokój.
„Świadomość” pozwala nam się zobaczyć w całej okazałości…może dlatego niektóry jej się po prostu boją…ale informuje wszystkich wszem i wobec, ze nie ma w niej nic strasznego, wręcz przeciwnie, dzięki niej czujemy, ze cokolwiek się stanie, gdziekolwiek będziemy – jesteśmy we właściwym miejscu – bo wreszcie czujemy się sobą, bez ukrywania swoich uczuć, pragnień i marzeń…
Bardzo cięzko jest siebie „zobaczyć” – bez przypisanych sobie wad i przywar, bez mocnych stron i zwycięstw. Bardzo ciężko zobaczyć siebie, za murem naszych przekonań, za wszelkimi schematami myślowymi. Bardzo ciężko jest siebie zobaczyć bez przeglądania się w oczach innych. Marzymy o zmianach we własnym wyglądzie, pragniemy zmienić swój charakter, często na siłę, stosując wobec siebie agresywne metody działań ( diety, metody wyparcia złych wspomnień, uleganie innym choć nie chcemy).
Każdy z nas ma ideał, zaczerpnięty z gazet, telewizji, Internetu, niektóre kobiety chcą figurę jak modelki, chcąc być odważne jak Martyna Wojciechowska, chcą być sławne jak Doda.. itd., mogłabym wymieniać w nieskończoność…chcemy być takie jak….ktoś inny….
Nie zastanawiamy się nad tym jakie my jesteśmy, co siedzi w nas w środku, jakie nie odkryte potencjały posiadamy, jakie nieodgadnione możliwości same sobie możemy dać…zamiast szukać głęboko w swoim sercu czego pragniemy, czego potrzebujemy, na siłę przystosowujemy się do upragnionego ideału z gazety.
Każdy powinien dążyć do świadomości – to tak jakbyśmy weszły do domu, zobaczyły jak solidne są drzwi, co mamy w kuchni, jakie skarby znajdziemy w sypialni, co skrywa piwnica i jakie zakurzone rzeczy musimy z niej uprzątnąć, zaglądamy do szafy, widząc jakie rzeczy na nas pasują, a co już się nie nadaje do noszenia – tak samo jest z nami – „nasz los, nasze szczęścia i nieszczęścia, nasza praca, wszystko co robimy, co nam się przydarza, prowadzi nas ku świadomości” – jak pisze w książce.
Dlatego czytamy w różnych poradnikach „że los nas doświadczył byśmy się czegoś nauczyli, że wszystko ma swoją przyczynę, że nie istnieje przypadek” – bo z każdej nawet najbardziej bolesnej próby wychodzimy inni i to od nas zależy czy te próbę potraktujemy jako naukę i poszerzymy swoją świadomość czy wyprzemy to co było i schowamy do piwnicy.
Dlatego warto zobaczyć jakie było nasze życie, jakie mamy zgubne nawyki, jakie mamy schematy myślowe, kiedy działamy na autopilocie – zrobić remanent w złych wspomnieniach, doznanych krzywdach i zaakceptować to co było wyciągając nauki na przyszłość. Dobrze jest siebie docenić, zobaczyć swoje dobre strony, talenty, zwycięstwa…by potem to zresetowac i zacząć z pełną świadomością siebie, nie wracać do złego, nie zasłaniać się dobrym tylko działać.
Będąc tu i teraz w pełnej świadomości siebie, będziemy poszukiwać dróg by się otworzyć na świat, pokora pomoże nam zadawać sobie pytania o nowe możliwości ( może spróbuje projektować ubrania, może założę własny ogródek, może wypróbuje przepis na tort malinowy). Dzięki autonomii, wizji i wierze nie zwątpimy gdy pojawią się przeszkody, gdy inni nie będą pochwalać naszych wyborów…a odwaga pomoże pokonać nam własnego wewnętrznego krytyka…
Uwierzcie mi ze świadomością samej siebie jest mi łatwiej w życiu…..
„Świadomość” pozwala nam się zobaczyć w całej okazałości…może dlatego niektóry jej się po prostu boją…ale informuje wszystkich wszem i wobec, ze nie ma w niej nic strasznego, wręcz przeciwnie, dzięki niej czujemy, ze cokolwiek się stanie, gdziekolwiek będziemy – jesteśmy we właściwym miejscu – bo wreszcie czujemy się sobą, bez ukrywania swoich uczuć, pragnień i marzeń…
Bardzo cięzko jest siebie „zobaczyć” – bez przypisanych sobie wad i przywar, bez mocnych stron i zwycięstw. Bardzo ciężko zobaczyć siebie, za murem naszych przekonań, za wszelkimi schematami myślowymi. Bardzo ciężko jest siebie zobaczyć bez przeglądania się w oczach innych. Marzymy o zmianach we własnym wyglądzie, pragniemy zmienić swój charakter, często na siłę, stosując wobec siebie agresywne metody działań ( diety, metody wyparcia złych wspomnień, uleganie innym choć nie chcemy).
Każdy z nas ma ideał, zaczerpnięty z gazet, telewizji, Internetu, niektóre kobiety chcą figurę jak modelki, chcąc być odważne jak Martyna Wojciechowska, chcą być sławne jak Doda.. itd., mogłabym wymieniać w nieskończoność…chcemy być takie jak….ktoś inny….
Nie zastanawiamy się nad tym jakie my jesteśmy, co siedzi w nas w środku, jakie nie odkryte potencjały posiadamy, jakie nieodgadnione możliwości same sobie możemy dać…zamiast szukać głęboko w swoim sercu czego pragniemy, czego potrzebujemy, na siłę przystosowujemy się do upragnionego ideału z gazety.
Każdy powinien dążyć do świadomości – to tak jakbyśmy weszły do domu, zobaczyły jak solidne są drzwi, co mamy w kuchni, jakie skarby znajdziemy w sypialni, co skrywa piwnica i jakie zakurzone rzeczy musimy z niej uprzątnąć, zaglądamy do szafy, widząc jakie rzeczy na nas pasują, a co już się nie nadaje do noszenia – tak samo jest z nami – „nasz los, nasze szczęścia i nieszczęścia, nasza praca, wszystko co robimy, co nam się przydarza, prowadzi nas ku świadomości” – jak pisze w książce.
Dlatego czytamy w różnych poradnikach „że los nas doświadczył byśmy się czegoś nauczyli, że wszystko ma swoją przyczynę, że nie istnieje przypadek” – bo z każdej nawet najbardziej bolesnej próby wychodzimy inni i to od nas zależy czy te próbę potraktujemy jako naukę i poszerzymy swoją świadomość czy wyprzemy to co było i schowamy do piwnicy.
Dlatego warto zobaczyć jakie było nasze życie, jakie mamy zgubne nawyki, jakie mamy schematy myślowe, kiedy działamy na autopilocie – zrobić remanent w złych wspomnieniach, doznanych krzywdach i zaakceptować to co było wyciągając nauki na przyszłość. Dobrze jest siebie docenić, zobaczyć swoje dobre strony, talenty, zwycięstwa…by potem to zresetowac i zacząć z pełną świadomością siebie, nie wracać do złego, nie zasłaniać się dobrym tylko działać.
Będąc tu i teraz w pełnej świadomości siebie, będziemy poszukiwać dróg by się otworzyć na świat, pokora pomoże nam zadawać sobie pytania o nowe możliwości ( może spróbuje projektować ubrania, może założę własny ogródek, może wypróbuje przepis na tort malinowy). Dzięki autonomii, wizji i wierze nie zwątpimy gdy pojawią się przeszkody, gdy inni nie będą pochwalać naszych wyborów…a odwaga pomoże pokonać nam własnego wewnętrznego krytyka…
Uwierzcie mi ze świadomością samej siebie jest mi łatwiej w życiu…..










