Znalezione filmy dla oskary:
Brak.
.. nie tylko wśród producentów, reżyserów i aktorów, ale także stylistów. To oni maja ręce pełne roboty, dla niektórych to być, albo nie być. Od ocen krytykow mody zalezy czy utrzymaja pracę czy przepadną z kretesem. Stylista Vanity Fair zdał egzamin. Co roku magazyn wypuszcza tak zwany Hollywood Issue, czyli wydanie poświęcone wchodzącym gwiazdom. Wśród nich jest nominowana do Oskara Rooney Mara. Ciekawa jestem jak aktorka zaprezentuje sie na oskarowej gali.
Zdjecia w magazynie są zawodowe...sami zobaczcie...
Zdjecia w magazynie są zawodowe...sami zobaczcie...
Tagi:
adepero oduye
elizabeth olsen
felicity jones
fotki
hollywood issue
jennifer lawrence
jessica chastain
lily collins
mia wasikowska
moda
oskary
paula patton
rooney mara
shailene woodley
stylizacje brit marling
vanity fair
wygląd
zdjęcia
31.01.2012 o godz. 17:33
komentuj (0)
Nie musze nikomu powtarzać jak ubóstwiam ceremonię rozdania najważniejszych nagród filmowych Oskarów. Romans kina z moda zawsze działał na mnie pobudzająco - doświadczyłam to szczególnie w nocy gdy zamiast spac marzyłam o obejrzeniu gwiazd na czerwonym dywanie.
Moi najwieksi faworyci czyli Natalie Portman, Christian Bale, Colin Firth i Melissa Leo zostali nagrodzeni upragnionym Oskarem. Wygrał świetny film "Jak zostać królem" - szkoda mi "Czarnego Łabędzia" oraz "Fightera" ale wygrał typowy crowd pleaser, który bedzie cieszył wszystkich odbiorców... Tym razem wygrała klasyka i dobry warsztat....
Tego wieczoru nie tylko film jest ważny, ale także moda. Miesiace przygotowań projektantów i stylistów ma odzwierciedlenie na czerwonym dywanie. Muszę przyznać, ze tym razem zwycieżyła klasyka. A oto i gwiazdy :
1. Natalie Portman - wystąpiła w burgundowej sukni projektu ulubionej marki aktorki Rodarte. Suknia nie zrobiła na mnie tak spektakularnego wrażenia jak rola aktorki w "Czarnym Łabędziu", ale trzeba przyznac, ze Natalie wygląda kwitnąco.

2. Mila Kunis zdecydowała postawić na liliową sukienkę magicznego Elie Saab. Drapowania, fdzelki, kolor - wszystko jest strzałem w dziesiątke. Mila wyglądała niezwyke romantycznie.

3. Wiadomo, ze klasyka zawsze zwycięży - dlatego też zdobywczyni Oskara Reese Witherspoon postawiła na czarną suknię Giorgio Armani. Niestety gorzej prezentowała sie fryzura aktorki, która była kompletnie nietrafiona.

4. Sandra Bullock postawiła na czerwoną , seksowną suknię bez ramiączek od Vera Wang. Trzeba przyznac, ze robiła wrażenie.

5.Nominowana do Oskara Amy Adams postawiła na błyszczącą suknię od L'Wren Scott. Suknię przebiła biżuteria od Cartier warta $1,350,000. Amy wyglądała pięknie w granatowym kolorze.

6.Halle Berry jak zwykle wyglądała piękni w sukni Marchesy - tym razem jednak mi czegoś brakowało. Suknia o kroju syrenim z kryształkami robiła wrażenie. Ja wolę jednak aktorkę w czymś z zadziornym charakterem.

7. Gwyneth Paltrow kocha proste kroje podkreślające jej wspaniała figure. I tym razem wybrała projekt od Calvin Klein Collection. Wyglądała niezwykle szykowanie w metalicznej sukience...

8. Pomarańczową suknię Atelier Versace założyła odchudzona Jennifer Hudson. Piosenkarka cieszy sie nową figue i trzeba przyznać, ze potrafi ją wyeksponować. Sukni Jennifer nie dało się nie zauważyć, a o to na czerwonym dywanie chodzi.

9. Penelope Cruz zaskoczyłą wszystkich pokazując się w obcisłej czerwonej sukni od L'Wren Scott. Gwiazda dopiero urodziła, a juz odzyskała fantastyczną figurę. Bardzo sie ciesze, z tego powrotu.

10. Nicole Kidman zaszalała zakładając suknię Dior Haute Couture. Biała suknia o ciekawym kroju wyrózniała sie na czerwonym dywanie, mnie bardzo spodobał sie kolor butów aktorki.

11. Prawdziwą furorę zrobiła Jennifer Lawrence w prostej sukni Calvin Klein. Wyglądała prosto ale pięknie....
12. Michelle Wiliams po kilku modowych wpadkach znów zachwyciła. Uwielbiam prosty i romantyczny styl aktorki - w błyszczącej sukni Chanel Haute wyglądała pięknie.

13. Cate Blanchet jak zwykle była królową czerwonego dywanu. Jak ona to robi, ze zawsze wyglada dostojnie z klasą i niesamowicie kobieco. Suknia Givenchy Haute Couture o kolorze bzu była strzałem w dziesiątkę.

14. Uzdolniona aktorka Hailee Steinfeld wyglądała bajecznie w sukni od Marchesy. Cudo...

15. Hilary Swank wyglądała olśniewająco w sukni projektu Gucci Première. Błyszcząca suknia ozdobiona piórami sprawiła, ze aktorka wyglądała bardzo szykownie.

Moi najwieksi faworyci czyli Natalie Portman, Christian Bale, Colin Firth i Melissa Leo zostali nagrodzeni upragnionym Oskarem. Wygrał świetny film "Jak zostać królem" - szkoda mi "Czarnego Łabędzia" oraz "Fightera" ale wygrał typowy crowd pleaser, który bedzie cieszył wszystkich odbiorców... Tym razem wygrała klasyka i dobry warsztat....
Tego wieczoru nie tylko film jest ważny, ale także moda. Miesiace przygotowań projektantów i stylistów ma odzwierciedlenie na czerwonym dywanie. Muszę przyznać, ze tym razem zwycieżyła klasyka. A oto i gwiazdy :
1. Natalie Portman - wystąpiła w burgundowej sukni projektu ulubionej marki aktorki Rodarte. Suknia nie zrobiła na mnie tak spektakularnego wrażenia jak rola aktorki w "Czarnym Łabędziu", ale trzeba przyznac, ze Natalie wygląda kwitnąco.

2. Mila Kunis zdecydowała postawić na liliową sukienkę magicznego Elie Saab. Drapowania, fdzelki, kolor - wszystko jest strzałem w dziesiątke. Mila wyglądała niezwyke romantycznie.

3. Wiadomo, ze klasyka zawsze zwycięży - dlatego też zdobywczyni Oskara Reese Witherspoon postawiła na czarną suknię Giorgio Armani. Niestety gorzej prezentowała sie fryzura aktorki, która była kompletnie nietrafiona.

4. Sandra Bullock postawiła na czerwoną , seksowną suknię bez ramiączek od Vera Wang. Trzeba przyznac, ze robiła wrażenie.

5.Nominowana do Oskara Amy Adams postawiła na błyszczącą suknię od L'Wren Scott. Suknię przebiła biżuteria od Cartier warta $1,350,000. Amy wyglądała pięknie w granatowym kolorze.

6.Halle Berry jak zwykle wyglądała piękni w sukni Marchesy - tym razem jednak mi czegoś brakowało. Suknia o kroju syrenim z kryształkami robiła wrażenie. Ja wolę jednak aktorkę w czymś z zadziornym charakterem.

7. Gwyneth Paltrow kocha proste kroje podkreślające jej wspaniała figure. I tym razem wybrała projekt od Calvin Klein Collection. Wyglądała niezwykle szykowanie w metalicznej sukience...

8. Pomarańczową suknię Atelier Versace założyła odchudzona Jennifer Hudson. Piosenkarka cieszy sie nową figue i trzeba przyznać, ze potrafi ją wyeksponować. Sukni Jennifer nie dało się nie zauważyć, a o to na czerwonym dywanie chodzi.

9. Penelope Cruz zaskoczyłą wszystkich pokazując się w obcisłej czerwonej sukni od L'Wren Scott. Gwiazda dopiero urodziła, a juz odzyskała fantastyczną figurę. Bardzo sie ciesze, z tego powrotu.
10. Nicole Kidman zaszalała zakładając suknię Dior Haute Couture. Biała suknia o ciekawym kroju wyrózniała sie na czerwonym dywanie, mnie bardzo spodobał sie kolor butów aktorki.

11. Prawdziwą furorę zrobiła Jennifer Lawrence w prostej sukni Calvin Klein. Wyglądała prosto ale pięknie....
12. Michelle Wiliams po kilku modowych wpadkach znów zachwyciła. Uwielbiam prosty i romantyczny styl aktorki - w błyszczącej sukni Chanel Haute wyglądała pięknie.

13. Cate Blanchet jak zwykle była królową czerwonego dywanu. Jak ona to robi, ze zawsze wyglada dostojnie z klasą i niesamowicie kobieco. Suknia Givenchy Haute Couture o kolorze bzu była strzałem w dziesiątkę.

14. Uzdolniona aktorka Hailee Steinfeld wyglądała bajecznie w sukni od Marchesy. Cudo...

15. Hilary Swank wyglądała olśniewająco w sukni projektu Gucci Première. Błyszcząca suknia ozdobiona piórami sprawiła, ze aktorka wyglądała bardzo szykownie.

A kto waszym zdaniem zawładnął czerwonym dywanem?
Tagi:
Anne Hathaway
Atelier Versace
Cate Blanchet
Chanel Haute
Christian Bale
co bedziemy nosic wiosna 2011
Colin Firth
czerwony dywan
Dior Haute Couture
Florence Welch
fryzury
Givenchy Haute Couture
GWYNETH PALTROW
Hailee Steinfeld
Halle Berry
jennifer hudson
Jennifer Lawrence
L'Wren Scott
L'Wren Scott Collection
Melissa Leo
Michelle Wiliams
Natalie Portman
Oprah Winfrey
Oscars
oskary
Penelope Cruz
red carpet
Reese Witherspoon
Runway To Red Carpet
SANDRA BULLOCK
stylizacje
Fighter to jeden z filmów walczących o Oskary w najważniejszej kategorii : film roku. Jest to historia braci, którzy swoje życie zbudowali na miłości do boksu. To także film o straconych szansach i odzyskiwaniu szacunku do siebie.

Dwóch braci : Dickego i Mickyego poznajemy na sali bokserskiej podczas treningu. Dicky - starszy brat, trener, duma swojego miasteczka, w latach chwały bokserskiej pokonał samego Sugar Raya Leonarda, nawet HBO kreci o nim film dokumentalny, który ma ogłosić powrót boksera na ring. Micky to zapatrzony w starszego brata wrażliwy mężczyzna, pomimo bokserskich zdolności, ciągle w cieniu swojego bohatera z dziecięcych lat, nie wierzy w swoje możliwości i we wszystkim słucha swojej matki, która organizuje walki bokserskie i jest managerem swoich synów. Walkę na szczyt uniemożliwia jednak braciom uzależnienie od narkotyków Dickego. Przez uzależnienie Dicky -„duma Lowell” zaprzepaścił swoją karierę i poprzez zaniedbywanie obowiązków trenera i nieodpowiednie dobieranie przeciwników dla brata, rujnuje i jego karierę.

Film ogląda się z wielkim zaciekawieniem, tym bardziej, że jest to historia oparta na faktach. Przedstawia nam ciężką drogę na szczyt boksera Mickyego Ward'a – jego walkę z „toksyczną” rodziną i własnymi ograniczeniami. Film pokazuje nam, że czasem by dojść na szczyt potrzeba wierzących w nas ludzi i ich słów zachęty do walki. To właśnie dzięki wsparciu, Micky pokierował swoją karierę w odpowiednim kierunku.

Fighter skojarzył mi się z moim ulubionym filmem bokserskim „Rockym” a dokładnie z pierwszą jego częścią. Jest ten sam klimat beznadziei ludzi wychowanych w niesprzyjającym dla kariery środowisku, którzy pomimo wszystko dążą by pokazać światu, a przede wszystkim sobie, że są coś warci i stać ich na wiele. Zarówno Micky jak i jego brat zaczynają rozumieć, że są sobie potrzebni i tylko wspólną pracą mogą osiągnąć sukces. Czy im się uda?
Wielkim plusem filmu jest wspaniała obsada aktorska, tu nie ma gorszej roli, każdy z osobna zapada w pamięć. Christian Bale wciela się w postać starszego brata, który po zawodowej porażce stoczył się na samo dno, jego gra aktorska jest tak dobra, że kradł każdą scenę w której się pojawiał. Znany z ekstremalnych metamorfoz Bale i tym razem, pokazał na co go stać, wychudzone ciało, rozbiegane, zamglone oczy i gestykulacja nie sugerowały wcale gry aktorskiej, Bale w tym filmie był Dickym. Równie doskonała była Melissa Leo, grająca nadopiekuńcza i kontrolująca każdy ruch matkę oraz Amy Adams w roli niespełnionej w sporcie barmanki, która nawiązuje relacje uczuciową z Mickym i otwiera mu oczy na własne możliwości. Nie mogę zapomnieć o Marku Wahlberg, który zagrał wycofanego i nie wierzącego w swoje siły Mickyego Ward'a.

Fabuła filmu jest bardzo prosta i miałam wrażenie, że reżyser filmu David O. Russell skupia się bardziej na pokazaniu psychologicznej strony bohaterów i ich podejścia do życia niż budowaniu historii od zera do bohatera. Krok po kroku poznajemy głównych bohaterów, ich rodzinę, środowisko w którym żyją, zaglądamy na salę bokserską w której samotnie trenuje Micky, a momencie gdy jego brat popala w melinie crack. Każdy z tych światów jest znakomicie przedstawiony. Film jest intymnym obrazem, pokazującym rodzinę, która potrafi ściągnąć bohatera w dół, ale także wesprzeć go gdy tylko postanowi samodzielnie pokierować swoim losem – wszystko to tworzy doskonały dramat, który na długo zostaje w pamięci.
Film bardziej ucieszy fanów dobrego dramatu, niż fanów filmu akcji o bokserach i jest zdecydowanie jednym z najciekawszych filmów ubiegłego roku. Polecam!!!!

Dwóch braci : Dickego i Mickyego poznajemy na sali bokserskiej podczas treningu. Dicky - starszy brat, trener, duma swojego miasteczka, w latach chwały bokserskiej pokonał samego Sugar Raya Leonarda, nawet HBO kreci o nim film dokumentalny, który ma ogłosić powrót boksera na ring. Micky to zapatrzony w starszego brata wrażliwy mężczyzna, pomimo bokserskich zdolności, ciągle w cieniu swojego bohatera z dziecięcych lat, nie wierzy w swoje możliwości i we wszystkim słucha swojej matki, która organizuje walki bokserskie i jest managerem swoich synów. Walkę na szczyt uniemożliwia jednak braciom uzależnienie od narkotyków Dickego. Przez uzależnienie Dicky -„duma Lowell” zaprzepaścił swoją karierę i poprzez zaniedbywanie obowiązków trenera i nieodpowiednie dobieranie przeciwników dla brata, rujnuje i jego karierę.

Film ogląda się z wielkim zaciekawieniem, tym bardziej, że jest to historia oparta na faktach. Przedstawia nam ciężką drogę na szczyt boksera Mickyego Ward'a – jego walkę z „toksyczną” rodziną i własnymi ograniczeniami. Film pokazuje nam, że czasem by dojść na szczyt potrzeba wierzących w nas ludzi i ich słów zachęty do walki. To właśnie dzięki wsparciu, Micky pokierował swoją karierę w odpowiednim kierunku.

Fighter skojarzył mi się z moim ulubionym filmem bokserskim „Rockym” a dokładnie z pierwszą jego częścią. Jest ten sam klimat beznadziei ludzi wychowanych w niesprzyjającym dla kariery środowisku, którzy pomimo wszystko dążą by pokazać światu, a przede wszystkim sobie, że są coś warci i stać ich na wiele. Zarówno Micky jak i jego brat zaczynają rozumieć, że są sobie potrzebni i tylko wspólną pracą mogą osiągnąć sukces. Czy im się uda?
Wielkim plusem filmu jest wspaniała obsada aktorska, tu nie ma gorszej roli, każdy z osobna zapada w pamięć. Christian Bale wciela się w postać starszego brata, który po zawodowej porażce stoczył się na samo dno, jego gra aktorska jest tak dobra, że kradł każdą scenę w której się pojawiał. Znany z ekstremalnych metamorfoz Bale i tym razem, pokazał na co go stać, wychudzone ciało, rozbiegane, zamglone oczy i gestykulacja nie sugerowały wcale gry aktorskiej, Bale w tym filmie był Dickym. Równie doskonała była Melissa Leo, grająca nadopiekuńcza i kontrolująca każdy ruch matkę oraz Amy Adams w roli niespełnionej w sporcie barmanki, która nawiązuje relacje uczuciową z Mickym i otwiera mu oczy na własne możliwości. Nie mogę zapomnieć o Marku Wahlberg, który zagrał wycofanego i nie wierzącego w swoje siły Mickyego Ward'a.

Fabuła filmu jest bardzo prosta i miałam wrażenie, że reżyser filmu David O. Russell skupia się bardziej na pokazaniu psychologicznej strony bohaterów i ich podejścia do życia niż budowaniu historii od zera do bohatera. Krok po kroku poznajemy głównych bohaterów, ich rodzinę, środowisko w którym żyją, zaglądamy na salę bokserską w której samotnie trenuje Micky, a momencie gdy jego brat popala w melinie crack. Każdy z tych światów jest znakomicie przedstawiony. Film jest intymnym obrazem, pokazującym rodzinę, która potrafi ściągnąć bohatera w dół, ale także wesprzeć go gdy tylko postanowi samodzielnie pokierować swoim losem – wszystko to tworzy doskonały dramat, który na długo zostaje w pamięci.
Film bardziej ucieszy fanów dobrego dramatu, niż fanów filmu akcji o bokserach i jest zdecydowanie jednym z najciekawszych filmów ubiegłego roku. Polecam!!!!
Film o rywalizacji? Film o sztuce, która wpędza w obłęd? Film o wymagającej matce przenoszącej ambicje na córkę? Film o młodej kobiecie, która wreszcie odkrywa swoje potrzeby? O tym wszystkim opowiada najnowszy film Darrena Aronofsky ‘ego „Czarny Łabędź”.

Kontrowersyjny reżyser nie od dziś uwielbia pokazywać bohaterów na krawędzi, ludzi, którzy nie bali się przekroczyć siebie, choć niejednokrotnie po tym spadali w przepaść. Filmy Aronofsky ‘ego nigdy nie pozostawiają widza obojętnie – przerażające „Requiem dla snu” do dziś jest dla mnie jednym z najbardziej wstrząsających filmów o uzależnieniach, „Zapaśnik” pokazywał historię o podstarzałej gwieździe wrestlingu borykającej się z alkoholizmem i samotnością (rola stworzona dla Mickeya Rourke). „Czarnego Łabędzia” możemy trochę porównać do pierwszego filmu reżysera „Pi” pokazującego historię o genialnym matematyku, który wpada w obłęd skupiając się coraz bardziej na swojej pasji do liczb.

Thomas (Vincent Cassel), charyzmatyczny dyrektor i genialny choreograf, chce wystawić osobistą interpretację „Jeziora łabędzi” Piotra Czajkowskiego. Jest to wielka szansa dla baletnic, ponieważ jedna z nich ma zagrać role białego i czarnego łabędzia - zadanie niesamowicie trudne technicznie ale i aktorsko. Tancerka musi pokazać delikatność i eteryczność białego łabędzia a także uwodzicielski urok i czające się zło czarnej odsłony. Nina, utalentowana balerina, marzy o głównej roli, jest uosobieniem niewinności i dobroci i znakomicie nadaje się na białego łabędzia. Podczas prób ma duże trudności by pokazać czarną odsłonę, do tego do zespołu baletnic dołącza wyzwolona Lilly, która staje się jej rywalką. Nina by zostać idealną kandydatką do roli musi zmierzyć się ze swoimi słabościami, pokonać zaborczość i niespełnione ambicje matki, pokonać rywalkę czyhająca na jej rolę i wreszcie musi odkryć ciemniejsza stronę swej osobowości…

„Czarny Łabędź” wprowadza nas do środowiska baletnic i królującym w nim zasad : widzimy mordercze treningi, wygięte do granic możliwości ciało, poranione palce, które baletnice obwiązują bandażami by tańczyć dalej. By pokazać eteryczny i magiczny taniec baletnice muszę poświęcić wszystko : ciało, potrzeby i przede wszystkim czas. Nikt tego nie wie lepiej od Natalie Portman, która w dzieciństwie uczyła się tańca, a do tego studiowała psychologię. Natalie jest wspaniała w roli Niny, znakomicie potrafi pokazać traumy jakie przezywa baletnica w konfrontacji z matką czy Lily (zjawiskowa Mila Kunis). Portman bardzo sumiennie przygotowywała się do roli, schudła kilkanaście kilogramów i ćwiczyła 5 razy w tygodniu pod czujnym okiem instruktora. Było to wielkie wyzwanie dla aktorki i trzymam kciuki za Portman w walce oscarowej.
„Czarny Łabędź„ to przejmujący i kameralny dramat psychologiczny, pokazujący drogę na szczyt i rodzącego się w mękach prawdziwego artystę, który musi się całkowicie zatracić by osiągnąć apogeum. Reżyser powoli odsłania swoje zamysły, bawiąc się widzem, który nie wie co jest w filmie prawdą a co fikcją, co jest realne a co jest wyobrażeniem głównej bohaterki, która z każdą minutą wpada w coraz większy obłęd i wprowadza nas w swój świat autodestrukcji.
Muzykę do filmu stworzył niezapomniany ze ścieżki dźwiękowej „Requiem dla snu” - Clint Mansell, który doskonale zgrał swoją wizje muzyczną z muzyką Piotra Czajkowskiego. W filmie duże wrażenie zrobiła na mnie charakteryzacja oraz znakomite kostiumy. Film doskonały w warstwie estetycznej – szczególne brawa należą się za charakteryzację Portman w finale – jako biały i czarny łabędź – nie tylko wspaniale wyglądała, ale dzięki montażowi i efektom specjalnym scena tańca była wyjątkowym przeżyciem.
„Czarny Łabędź„ to popozycja obowiązkowa dla fanów dobrej psychologicznej rozrywki. Pomimo silnej konkurencji oscarowej w postaci „Social Network” oraz „Jak zostać Królem” w warstwie estetycznej i emocjonalnej to dla mnie najlepszy film roku.

Kontrowersyjny reżyser nie od dziś uwielbia pokazywać bohaterów na krawędzi, ludzi, którzy nie bali się przekroczyć siebie, choć niejednokrotnie po tym spadali w przepaść. Filmy Aronofsky ‘ego nigdy nie pozostawiają widza obojętnie – przerażające „Requiem dla snu” do dziś jest dla mnie jednym z najbardziej wstrząsających filmów o uzależnieniach, „Zapaśnik” pokazywał historię o podstarzałej gwieździe wrestlingu borykającej się z alkoholizmem i samotnością (rola stworzona dla Mickeya Rourke). „Czarnego Łabędzia” możemy trochę porównać do pierwszego filmu reżysera „Pi” pokazującego historię o genialnym matematyku, który wpada w obłęd skupiając się coraz bardziej na swojej pasji do liczb.

Thomas (Vincent Cassel), charyzmatyczny dyrektor i genialny choreograf, chce wystawić osobistą interpretację „Jeziora łabędzi” Piotra Czajkowskiego. Jest to wielka szansa dla baletnic, ponieważ jedna z nich ma zagrać role białego i czarnego łabędzia - zadanie niesamowicie trudne technicznie ale i aktorsko. Tancerka musi pokazać delikatność i eteryczność białego łabędzia a także uwodzicielski urok i czające się zło czarnej odsłony. Nina, utalentowana balerina, marzy o głównej roli, jest uosobieniem niewinności i dobroci i znakomicie nadaje się na białego łabędzia. Podczas prób ma duże trudności by pokazać czarną odsłonę, do tego do zespołu baletnic dołącza wyzwolona Lilly, która staje się jej rywalką. Nina by zostać idealną kandydatką do roli musi zmierzyć się ze swoimi słabościami, pokonać zaborczość i niespełnione ambicje matki, pokonać rywalkę czyhająca na jej rolę i wreszcie musi odkryć ciemniejsza stronę swej osobowości…

„Czarny Łabędź” wprowadza nas do środowiska baletnic i królującym w nim zasad : widzimy mordercze treningi, wygięte do granic możliwości ciało, poranione palce, które baletnice obwiązują bandażami by tańczyć dalej. By pokazać eteryczny i magiczny taniec baletnice muszę poświęcić wszystko : ciało, potrzeby i przede wszystkim czas. Nikt tego nie wie lepiej od Natalie Portman, która w dzieciństwie uczyła się tańca, a do tego studiowała psychologię. Natalie jest wspaniała w roli Niny, znakomicie potrafi pokazać traumy jakie przezywa baletnica w konfrontacji z matką czy Lily (zjawiskowa Mila Kunis). Portman bardzo sumiennie przygotowywała się do roli, schudła kilkanaście kilogramów i ćwiczyła 5 razy w tygodniu pod czujnym okiem instruktora. Było to wielkie wyzwanie dla aktorki i trzymam kciuki za Portman w walce oscarowej.
„Czarny Łabędź„ to przejmujący i kameralny dramat psychologiczny, pokazujący drogę na szczyt i rodzącego się w mękach prawdziwego artystę, który musi się całkowicie zatracić by osiągnąć apogeum. Reżyser powoli odsłania swoje zamysły, bawiąc się widzem, który nie wie co jest w filmie prawdą a co fikcją, co jest realne a co jest wyobrażeniem głównej bohaterki, która z każdą minutą wpada w coraz większy obłęd i wprowadza nas w swój świat autodestrukcji.
Muzykę do filmu stworzył niezapomniany ze ścieżki dźwiękowej „Requiem dla snu” - Clint Mansell, który doskonale zgrał swoją wizje muzyczną z muzyką Piotra Czajkowskiego. W filmie duże wrażenie zrobiła na mnie charakteryzacja oraz znakomite kostiumy. Film doskonały w warstwie estetycznej – szczególne brawa należą się za charakteryzację Portman w finale – jako biały i czarny łabędź – nie tylko wspaniale wyglądała, ale dzięki montażowi i efektom specjalnym scena tańca była wyjątkowym przeżyciem.
„Czarny Łabędź„ to popozycja obowiązkowa dla fanów dobrej psychologicznej rozrywki. Pomimo silnej konkurencji oscarowej w postaci „Social Network” oraz „Jak zostać Królem” w warstwie estetycznej i emocjonalnej to dla mnie najlepszy film roku.
Zabawny i lekki, a kiedy trzeba poważny i moralizatorski – film o sprzecznościach w jakie wpędza nas życie – tak mogłabym określić film Jasona Reitmana - „W chmurach”. Spodziewałam się właśnie takiego słodko-gorzkawego filmu po autorze takich obrazów jak „Dziękujemy za palenie” i „Juno”. Film ze znakomitą obsadą aktorską i ciekawym scenariuszem, który zachwycił mnie po to by mnie na końcu wkurzyć.

W roli głównej George Clooney, grający pracownika agencji trudniącej się na zlecenie podupadających firm zwalnianiem ludzi. Ryan to lekkoduch, który prawie cały rok spędza w samolotach (stąd tytuł „W chmurach”), nie założył rodziny, mieszkanie traktuje jako przystanek między kolejnymi służbowymi podróżami, nie kontaktuje się zbyt często z rodziną. Żyje sam dla siebie, jego celem jest zebranie jak najwięcej punktów na kartach przelotowych (a dokładniej 10 milionów mil spędzonych w powietrzu) i doskonalenie teorii „ życia jako podręcznego bagażu” którą przekazuje na warsztatach menadżerskich. Jego życie dla niego samego jest idealne, do czasu aż wkroczą w nie dwie kobiety.
Podczas podróży służbowej poznaje „damską wersję siebie” – niezależną i wyzwoloną Alex ( znakomita Vera Faminga) z która połączy go gorący romans. W tym samym czasie postępują zmiany w firmie, szef postanawia spróbować nowej metody zwalniania ludzi przez Internet, wymyśloną przez młodą i zdolną Natalie (Anna Kendrick). Ryan chcąc ratować swoja posadę dostaje za zdanie jeździć z młodą podopieczną i pokazać jej jak wygląda specyfika jego pracy.
Właśnie momenty w których Ryan jest w pracy, są mocnym punktem filmu. Bo jak powiedzieć drugiej osobie, ze traci utrzymanie w łagodny sposób i przy okazji zmotywować ja do dalszych poszukiwań. Okazuje się ze Ryan radzi sobie bardzo dobrze, w przeciwieństwie do niedoświadczonej Natalie, a aktorzy którzy grają rolę zwalnianych, zasługują na Oskary w kategorii obsada zbiorowa. Naprawdę robią wrażenie na widzu.
Życie Ryana się zmienia, głównie za sprawą rozwijającego się uczucia do Alex, i pytań zadanych przez Natalie, które zaczynają frapować bohatera. Ale w tym filmie nic nie jest łatwe i do końca nieprzewidywalne… nie będę zdradzać fabuły, chce żebyście „wkurzyli się” sami.
Polecam film bo mam kilka mocnych punktów : ciekawy scenariusz, doskonałą obsadę aktorską i naprawdę ciekawe momenty. Nie jest sztampowym hollywoodzkim filmem, w którym nawet z największej burzy bohater wychodzi obronną ręką – jest prawdziwy i przez to gorzki.

W roli głównej George Clooney, grający pracownika agencji trudniącej się na zlecenie podupadających firm zwalnianiem ludzi. Ryan to lekkoduch, który prawie cały rok spędza w samolotach (stąd tytuł „W chmurach”), nie założył rodziny, mieszkanie traktuje jako przystanek między kolejnymi służbowymi podróżami, nie kontaktuje się zbyt często z rodziną. Żyje sam dla siebie, jego celem jest zebranie jak najwięcej punktów na kartach przelotowych (a dokładniej 10 milionów mil spędzonych w powietrzu) i doskonalenie teorii „ życia jako podręcznego bagażu” którą przekazuje na warsztatach menadżerskich. Jego życie dla niego samego jest idealne, do czasu aż wkroczą w nie dwie kobiety.
Podczas podróży służbowej poznaje „damską wersję siebie” – niezależną i wyzwoloną Alex ( znakomita Vera Faminga) z która połączy go gorący romans. W tym samym czasie postępują zmiany w firmie, szef postanawia spróbować nowej metody zwalniania ludzi przez Internet, wymyśloną przez młodą i zdolną Natalie (Anna Kendrick). Ryan chcąc ratować swoja posadę dostaje za zdanie jeździć z młodą podopieczną i pokazać jej jak wygląda specyfika jego pracy.
Właśnie momenty w których Ryan jest w pracy, są mocnym punktem filmu. Bo jak powiedzieć drugiej osobie, ze traci utrzymanie w łagodny sposób i przy okazji zmotywować ja do dalszych poszukiwań. Okazuje się ze Ryan radzi sobie bardzo dobrze, w przeciwieństwie do niedoświadczonej Natalie, a aktorzy którzy grają rolę zwalnianych, zasługują na Oskary w kategorii obsada zbiorowa. Naprawdę robią wrażenie na widzu.
Życie Ryana się zmienia, głównie za sprawą rozwijającego się uczucia do Alex, i pytań zadanych przez Natalie, które zaczynają frapować bohatera. Ale w tym filmie nic nie jest łatwe i do końca nieprzewidywalne… nie będę zdradzać fabuły, chce żebyście „wkurzyli się” sami.
Polecam film bo mam kilka mocnych punktów : ciekawy scenariusz, doskonałą obsadę aktorską i naprawdę ciekawe momenty. Nie jest sztampowym hollywoodzkim filmem, w którym nawet z największej burzy bohater wychodzi obronną ręką – jest prawdziwy i przez to gorzki.









